Mam raczej takie dni, jak też, że najchętniej to w ogóle bym nie wyszła z łóżka swojego, zakryła kołdrą głowę i udawała, że zło na świecie nie istnieje. Duszę się dzisiaj już wyjątkowo, co pewnie zaskutkuje uduszeniem w nocy, na co po cichu liczę. A ta żołądkowa to raczej tylko pogorszyła mi humor pomimo, że założenie było wręcz odwrotne od skutku. Wchodząc sobie do [klubu] ss usłyszałam, że tears dry on their own no i jak usłyszałam to znowu to pomyślałam, że powinnam stamtąd wyjść bo mnie tears raczej nie dotyczą. Chcialam się nauczyć dziś podziału politycznego świata, ale teraz już nie chcę bo podróże palcem po mapie należą do tych nudniejszych podróży. I tak mnie do matury nie dopuszczą w zwiazku z moją sytuacją z przedmiotu matematyka, któego tak naprawdę nie nienawidzę ale mam problemy z widzeniem przestrzennym oraz widzeniem w ogóle więc sobie trochę nie radzę i mam trzy szmaty na czysto i pewnie nie zdam. Wszystkie mejle, które dostaję ostatnio są wielce smutne i chyba przestanę sprawdzać pocztę bo mnie rani ona. W ogóle jak już mówiłam, ostatnio mam na DELETE ochotę tylko i wyłącznie. Przy życiu mnie trzyma perspektywa, ze niedługo będzie ciepło, będzie koniec szkoły (chyba) i wtedy bedę mogła przestać na jakiś czas wstawać z łóżka albo ucueknę w świat pracy do Pentora (którego może nie zlikwidują w dobie kryzysu) i będe podwyższać swoje poczucie własnej wartości podczas rozmów z wyjatkowo nierozumnymi osobnikami ludzkimi, któe mnie nienawidzą ze wzajemnością. Zrobie sobie szuszuplejlistę i pomyślę o seksie z Louis Garrel, który właściwie nie wiem czemu mi teraz przyszedł do głowy.
